← Wszystkie wyprawy

Wyprawa 2

Klasyki Tatr Zachodnich z Jankiem i Kubą

26–27.05.2026Tatry Zachodnie i Beskid Wyspowypiesze

To była solidna wyprawa, która udowodniła, że Tatry zachodnie mogą naprawdę zmęczyć

Zdobyte szczyty:
  • Giewont
  • Kopa Kondracka
  • Małołączniak
  • Krzesanica
  • Ciemniak
  • Twarda Kopa
  • Lubomir

Wyjście 0

Giewont i Czerwone Wierchy

26.05.2026

Tym razem w góry wybrałem się z Kubą i Jankiem. Naszym celem było pokonanie ambitnego szlaku przez Czerwone Wierchy oraz Giewont. Wstaliśmy około 7:00 w Pcimiu, po szybkiej organizacji stawiliśmy się w Kirach na początku zielonego szlaku. Plan na ten dzień zakładał odbicie na czerwony szlak na Cudakowej Polanie i trzymanie się go przez kolejne kilka godzin wędrówki, aż do Przełęczy pod Kopą Kondracką. Wyruszyliśmy o godzinie 8:50. Spacer Doliną Kościeliską był nudny, dlatego narzuciliśmy bardzo mocne tempo. Na rozejściu szlaków skręciliśmy w lewo na czarno-czerwony szlak i kontynuowaliśmy wędrówkę. Po kilku miutach marszu zauważyłem, że nie jesteśmy już na szlaku czerwonym, który jak się okazało odbił w prawo wąskim przejściem nad strumieniem kilkadziesiąt metrów od Cudakowej Polany. Musieliśmy zmienić plan i zdecydowaliśmy kontynuować marsz Ścieżką pod Reglami. W połowie drogi na Przysłop Miętusi dopadły mnie konsekwencje ekstremalnego tempa. Czułem zderzenie z przysłowiową ścianą, nudności i załamanie wysiłkowe, musiałem dać sobie dobre 10 minut, aby wrócić do dobrego stanu. Te odczucia porównałbym do ekstremalnych rozgrzewek sportowych, które mają na celu przepalić płuca przed docelowym wysiłkiem. Niebawem minęliśmy Wielką Polanę w Dolinie Małej Łąki i doszliśmy do Przełęczy w Grzybowcu. Tam pozwoliliśmy sobie na kolejną przerwę w cieniu drzew. Następnie udaliśmy się na południe zdobywając Grzybowiec i ekspresowo zbliżając się do szczytu królującego nad Zakopanem. Wędrówka zboczem Giewonckiego Chłopka okazała się być wyczerpująca, skały były śliskie, stopnie strome, a zbocze po lewej stronie zasłaniało najbliższy cel. Sytuację ratował jedynie widok na Dolinę Małej Łąki rozpościerający się za prawym barkiem.

Po kilku minutach stromego podejścia na Wyżniej Kondrackiej Przełęczy powitali nas liczni turyści. Po krótkiej przerwie ruszyliśmy niebieskim szlakiem na Giewont. Trasa z początku była po prostu stroma, później pojawiły się fragmenty ubezpieczone łańcuchami i skały wyrzeźbione na stopnie. Pomimo sztucznych ułatwień stworzyły się kolejki.

Idąc bokiem po zejściu dwa metry z głównej trasy mijałem i obserwowałem zestresowanych turystów kurczowo trzymających się żelastwa. Ja czułem sie świetnie, od wtedy polubiłem górskie szlaki zmuszające mnie do używania rąk na skale. Na szczycie spędziliśmy maksymalnie dwie minuty, ponieważ tłok męczył nas bardziej niż ostatnie podejścia. 

Zejście zgodnie z opisami szlaku dostępnymi w internecie było śliskie i strome, więc łańcuchy w tym miejscu okazały się bardzo pomocne. Szybkim tempem zeszliśmy niebieskim szlakiem do Schroniska na Hali Kondratowej. To był idealny moment aby skorzystać z toalety, zjeść i uzupełnić zapasy wody. Ten luksus miał jednak swoją cenę - ponad 500m dodatkowego przewyższenia w drodze zielonym szlakiem na Przełęcz pod Kopą Kondracką. Szlak ten stopniowo robił się coraz bardziej stromy i nie dawał nawet kilku metrów wytchnienia. W jego końcowym fragmencie dotknął mnie kolejny kryzys, zatrzymywałem się co kilkanaście metrów goniąc kolegów i walcząc z tętnem, potwornym kłuciem w biodrach i zmęczeniem. Po wyjściu na przełęcz bylem wyczerpany, do tego stopnia, że zrezygnowałem ze zdobycia Suchego Wierchu Kondrackiego.

Dzieliło mnie od niego zaledwie kilkadziesiąt metrów prostej wędrówki pod górę. Wejście na Kopę Kondracką nie sprawiło nam większych problemów, a widok na graniowy szlak przez Czerwone Wierchy dodawał nam sił. 

Patrząc na północ obserwujemy Wielki Giewont i Długi Giewont, z tej perspektywy są znacznie mniej imponujące:

Niedługo potem zdobyliśmy Małołączniak:

Później ozdobioną kopczykami Krzesanicę:

Następny w kolejności był Ciemniak, na którym panorama i intensywne rozciąganie bioder ulżyły mi bólu. 

Po drodze weszliśmy jeszcze na Twardą Kopę:

Po drodze mijamy jeszcze Chudą Turnię:

Zupełnie wyczerpani z trzęsącymi się nogami, niechętni do rozmów, zatrzymaliśmy się dopiero na Cudakowej Polanie. Kilka minut spędziliśmy chłodząc rozgrzane twarze w chłodnej strumykowej wodzie. Zastanawialiśmy się ile ktoś musiałby nam zapłacić, żeby się zawrócić i przejść ten szlak jeszcze jeden raz. Nie pamiętam dokładnych kwot, ale na pewno były co najmniej 5 cyfrowe. Podróż zakończyliśmy w Kirach.

Wyjście 1

Spacer w okolicach Pcimia

27.05.2026

Po wyrypie z poprzedniego dnia spałem bardzo dobrze. Mimo to zmęczenie mięśniowe, które powitało mnie po podniesieniu się z łóżka zadecydowało za krótkim spacerem po okolicy Pcimia.

Nie było sensu pchać się w Tatry, tym bardziej, że czekał nas jeszcze powrót do Warszawy. Ruszyliśmy szybkim tempem do Schroniska na Kudłaczach. Po drodze minęliśmy Źródło Jacka Kaczmarskiego z kamieniami podpisanymi “Płynie Rzeka Wąwozem”.

Po krótkiej przerwie w schronisku wyruszamy na Lubomir, szlak jest cichy i łagodny, mijamy nielicznych turystów. Zatrzymujemy się na dłużej w punkcie widokowym.

Później zdobywamy Lubomir i uciekając przed burzą poza szlakiem wracamy do domku.