Wyprawa 3
Niższe partie Tatr Zachodnich z Hanią
Kolejna jednodniowa wyprawa w góry, tym razem w planie były niższe szczyty Tatr Zachodnich.
- Noslal
- Sarnia Skała
Wyjście 0
Nosal oraz Sarnia Skała
2.06.2026

Budzimy się rano w pociągu docierającym do Zakopanego. Szybko jemy bułkę i banana, wysiadamy z pociągu i biegiem łapiemy pierwszy autobus w stronę Kuźnic. Tym sposobem już o 6:40 tuż obok przystanku Murowanica wita nas Potok Spokoju.

Szybkim krokiem mijamy Zaporę pod Nosalem i chwilę później mijamy zamkniętą kasę TPN. Naszym celem oczywiście jest Nosal. Podejście jest wymagające, szczególnie po słabym śnie i tak wczesną porą, jednak pustki na szlaku i rześkie poranne powietrze dodaje nam sił.
To pierwsze spotkanie Hanii z Tatrami i stromymi pieszymi podejściami. Moim zdaniem radzi sobie bardzo dobrze. Raz na jakiś czas dajemy sobię chwilę na oddech, zdjęcia oraz nagranie pamiątkowych filmików.

Paręnaście minut po 7:00 zdobywamy pierwszy szczyt tego dnia. Decydujemy się zejść do Kuźnic przez Nosalową Przełęcz.

Na dole krótka przerwa i oddaję stery Hani, kierunek - PTTK Kalatówki. Po drodze uczymy się korzystać z mapy.

Bezproblemowo docieramy do schroniska, jemy drugie śniadanie i delektujemy się widokiem szczytów wyłaniających się zza chmur. Mamy także czas na zaplanowanie dalszej wędrówki. Nasz kolejny cel to Sarnia Skała.

Podążamy czarnym szlakiem, który początkowo stromo pnie się w górę. Idąc wąską leśną ścieżką nie mamy widoku na majestatyczne szczyty Tatr, ale mijamy liczne potoki i klimatyczne kładki. Niebawem docieramy na Czerwoną Przełęcz. Odbijamy w prawo i po kilkunastu minutach stromego podejścia i wsparciu rąk docieramy na Sarnią Skałę. Do drugi i ostatni szczyt tego dnia.

Mamy dużo szczęścia, ponieważ pomimo pochmurnej pogody Wielki Giewont decyduje się pokazać zza chmur i wraz z Długim Giewontem tworzą widok, który dodaje nam sił na dalszą wędrówkę.

Ostrożnie wracamy na przełęcz i kontynuujemy marsz w stronę Polany Strążyskiej. Niestety zauważamy, że tutaj ruch znacząco się zagęszcza. Pomimo zmęczenia, czarnym szlakiem mijamy dziesiątki turystów nieprzygotowanych do wyjścia w góry. Tym sposobem docieramy na polanę, na której odgrywa się jawny horror. Tłumy wycieczek szkolnych, rodzin z dziećmi oraz grup starszych ludzi przygotowują się do ataku na Siklawicę. Niestety decydujmy się do nich dołączyć licząc na odrobinę spokoju pod jednym najpopularniejszych wodospadów w polskich Tatrach. Tym sposobem dłużące się podejście pod Siklawicę pokonujemy naprzemiennie wyprzedzając przedszkolaków lub starców i stojąc za nimi w kolejce. Pod samym wodospadem spokoju oczywiście nie zastaliśmy. Dziesiątki ludzi robiących sobie zdjęcia pod każdym możliwym kątem, na każdym dostępnym kamieniu, stopy ślizgające się w adidasach na mokrych skałach i lądujące w wodzie, płaczące dzieci, krzyk nastolatków. Uciekamy.
Naszą wycieczkę kontynuujemy w stronę Przełęczy w Grzybowcu. Jest gorąco, a my zmęczeni przebytymi kilometrami oraz tłumem wylewamy ostatnie poty na żmudnym podejściu.
Po pewnym czasie, który wydawał się trwać wieczność mijamy wspomnianą przełęcz i Wielką Polanę w Dolinie Małej Łąki.

Na przerwę decydujemy się dopiero na wzniesieniu przy Przysłopie Miętusim. Jesteśmy wyczerpani, a widoki nas rozpieszczają.

Odpoczęliśmy i powolnym, zmęczonym krokiem kierujemy się na Staników Żleb, a stamtąd do Kir na autobus. Mając trzy niepewne minuty zapasu decyduję się jeszcze sprintem pobiec do kasy TPN po pieczątkę, żeby uwiecznić naszą wyprawę w książeczce GOT.
Trasa